Strony

31 lip 2022

Prolog

Każdego, kto wszedł do wysokiego, zasnutego półmrokiem holu, witały ustawione wzdłuż ścian figury. Pomimo iż tabliczka głosiła „choć nie święci, pokazują, jak być chrześcijaninem”, twarze wykute w brązie nie przywoływały pozytywnych odczuć. Aurę tajemniczości i wiszącego w ciężkim powietrzu niepokoju potęgowało rozproszone światło, które wpadało przez świetliki w strzelistym suficie. Dopiero na końcu hol rozszerzał się i tworzył rozległe koło. Odchodziło stąd pięć par dwuskrzydłowych, zdobionych drzwi.

– Wiem, że ostatnio wpłynęło sporo darowizn, ale nie spodziewałem się, że będzie nas stać na coś takiego. – Mężczyzna z brodą wszedł do recepcji.

– Coś takiego? – Zza lady wysunęła się kobieta. – Co masz na myśli, bracie? – Uniosła brew.

– No… – zawahał się pod jej świdrującym spojrzeniem. – Coś tak drogiego. Klasztor był z pewnością bardzo kosztowny, sama siostra widzi, jak dobrze jest utrzymany – zawahał się na moment. – Myślałem, że środki mają iść na potrzebujących, nie doczesne przybytki. – Odłożył karton.

Odgiął się mocno. Rozległo się bolesne chrupnięcie. Mężczyzna stęknął, wykonał jeszcze kilka wymachów oraz skrętów i rozejrzał się po pomieszczeniu.

Posadzka była w dużym stopniu zakryta przez pudełka, części mebli i narzędzia, dało się jednak dostrzec misternie zaprojektowany kwiecisty wzór. Każdy element wykonany z największą starannością o szczegóły, od scen biblijnych wyrzeźbionych na solidnych drzwiach, po te namalowane na ścianach. Budynek był zachowany w nad wyraz dobrym stanie, jak na jego wiek. Poprzedni właściciele musieli sumiennie dbać o klasztor przez te wszystkie lata.

„Pewnie stąd jego cena” – pomyślał mężczyzna.

– Koszty odgrywają tutaj drugorzędną rolę – odezwała się w końcu kobieta. Przecięła nożykiem kolejny karton i wypakowując stosy dokumentów, kontynuowała: – Chodzi o znaczenie tego klasztoru i to, że ludzie zaczną inaczej postrzegać Kościół. Stworzymy tutaj ostoję dla potrzebujących, miejsce, gdzie zawsze otrzymają pomoc. Zresztą kimże jesteśmy, by kwestionować wybory Brata Blooda? – Wzruszyła ramionami i posłała mężczyźnie nieprzychylne spojrzenie.

Oboje zamilkli. Mężczyzna przez chwilę jeszcze przyglądał się kobiecie, jak płynnymi i zdecydowanymi ruchami rozcinała kolejne kartony i opróżniała je. W końcu spojrzała na niego ponaglająco, więc ocknął się z letargu i szybko wyszedł po pozostałe pakunki. Za każdym razem, gdy mijał posągi, po plecach przechodziły mu ciarki.

Gdy ostatni stos dokumentów wylądował w jednej z wielu szuflad i wszystkie kable zostały już podłączone do odpowiednich gniazdek, z niewielkiego radia dobiegła czołówka wieczornych wiadomości.

Oboje usiedli i odetchnęli z ulgą. Uwijali się, jak tylko mogli, by skończyć o wyznaczonej godzinie. Nikt nie chciał zawieść Brata Blooda, zwłaszcza że zapowiedział swoją wizytę, by osobiście sprawdzić, jak szły prace.

– Tylko mi wydaje się niecodzienne, że Brat chce przyjść zobaczyć, jak rozpakowujemy kartony? – rzucił zmęczonym głosem. – Specjalnie wrócił z Gotham, by za parę dni znowu tam pojechać, na ten bal charytatywny – stwierdził sceptycznie.

– Najwyraźniej uznał, że dopilnowanie przygotowań nowej siedziby Kościoła jest dla niego bardzo ważne – odparła ze spokojem.

Rozejrzał się jeszcze raz, podrapał po czubku nosa i zapytał:

– Nie uważasz, że te malowidła nieszczególnie pasują do świą… – podjął temat, ale kobieta uciszyła go ostro.

– Cicho – syknęła i podgłośniła radio.

– …Pierwszego Oddziału Specjalnego Stanowego Departamentu Policji. Według statutu ma zajmować się on trudnymi do rozwiązania sprawami kryminalnymi i przestępstwami, co do których istnieje podejrzenie, że zostały w nich użyte kosmiczne technologie lub magia. Właśnie w tym momencie trwa uroczystość zaprzysiężenia dwunastu osób oraz istot pozaziemskich. Na czele oddziału stanie Kory Anders, pomimo protestów środowisk sprzeciwiających się obecności istot pozaziemskich w strukturach publicznych. Na miejscu jest nasz wysłannik…

– Żałosne – prychnął mężczyzna i odchylił się na krześle. – Ludzie powinni zwrócić się do prawdziwego obrońcy, zamiast szukać wsparcia w jakichś kosmitach – sarknął i wyciągnął się, by ściszyć radio.

– Nie ma czym się przejmować. Niech zakładają te swoje śmieszne oddziały. Kiedy przyjdzie czas, przekonają się, że na nic im się one nie zdadzą – skwitowała obojętnie.

– Widziałaś, jak w Gotham wzdychają do tych przebierańców? Batman i Robin, też mi coś – rzucił z niesmakiem. – Powinni tak wzdychać do Brata, on jest prawdziwym wybawcą – dodał z całkowitym przekonaniem w głosie.

Kobieta milczała przez chwilę, skubiąc dolną wargę. Dopiero po chrząknięciu mężczyzny ocknęła się i spojrzała na niego nieco spłoszona.

– Przekonają się, tak.

– Oby jak najszybciej – dodał stanowczo.

Poprawiła spódnicę i ułożyła się wygodniej na krześle.

– Możliwe, że szybciej, niż się spodziewamy – uśmiechnęła się półgębkiem.

– Co masz na myśli? – Pochylił się w jej stronę.

– Z dobrego źródła wiem, że są bardzo blisko odnalezienia naszej zguby – odparła z nutą wyższości. – Podobno wiedzą już, gdzie trafiła po incydencie z jej… matką.

– I?

Kobieta poprawiła metalową bransoletkę, odsłaniając przy tym na moment niewielki tatuaż kruka.

– No mów! – Uderzył pięścią w blat.

Drzwi wejściowe rozwarły się z hukiem. Wbiegła przez nie krępa blondynka.

– Natychmiast… Z Bratem… – wydusiła, zginając się w pół. – Łączcie. – Wysunęła przed siebie plik starych dokumentów. – Znaleźliśmy Kryształ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz